Festiwal kwitnącej wiśni pod Fudżi odwołany. Japonia walczy z overtourismem

Festiwal kwitnącej wiśni pod Fudżi odwołany. Japonia walczy z overtourismem. Dla wielu podróżników to jeden z najbardziej ikonicznych obrazów Japonii: śnieżnobiały stożek góry Fudżi, na pierwszym planie czerwona pagoda Chureito, a wokół eksplozja różowych kwiatów wiśni.
Festiwal kwitnącej wiśni pod Fudżi odwołany. Japonia walczy z overtourismem
Widok, który przez lata rozpalał wyobraźnię, trafiał na okładki przewodników i miliony razy przewijał się na Instagramie. W tym roku jednak zabraknie jednego ważnego elementu tej pocztówkowej sceny oficjalnego festiwalu kwitnącej wiśni u podnóża Fudżi.
Na początku lutego władze miasta Fujiyoshida ogłosiły, że doroczny festiwal sakury w parku Arakurayama Sengen został odwołany.
Powód? Narastające problemy z nadmiernym ruchem turystycznym, uciążliwościami dla mieszkańców oraz zachowaniami, które delikatnie mówiąc nie przystają do japońskich standardów współżycia społecznego.
Festiwal, który stał się ofiarą własnej popularności
Impreza odbywała się od około dziesięciu lat i z roku na rok przyciągała coraz większe tłumy.
W rekordowych sezonach park Arakurayama Sengen odwiedzało nawet 200 tysięcy osób, spragnionych nie tylko widoków, ale też festynowej atmosfery: występów na scenie, straganów z lokalnymi przysmakami i wiosennego klimatu hanami.
W tym roku frekwencja mogła być jeszcze wyższa.
Słaby jen sprawił, że Japonia jeszcze niedawno postrzegana jako kierunek drogi i elitarny stała się znacznie bardziej dostępna dla zagranicznych turystów. Do tego media społecznościowe skutecznie podkręcają modę na „idealne zdjęcie z Fudżi”, a algorytmy nie znają pojęcia umiaru.
Dla władz Fujiyoshidy to jednak moment, w którym czara goryczy się przelała.
Gdy turystyka zaczyna niszczyć codzienne życie
Festiwal kwitnącej wiśni pod Fudżi odwołany. Oficjalne komunikaty mówią o korkach, zaśmiecaniu i zakłócaniu spokoju mieszkańców. Ale lokalne media i relacje mieszkańców pokazują znacznie szerszy problem.
Według doniesień cytowanych m.in. przez „Straits Times”, dochodziło do wtargnięć na prywatne posesje, wchodzenia do domów bez pozwolenia, by skorzystać z toalety, a nawet załatwiania się w prywatnych ogródkach.
W wąskich uliczkach wokół parku tłumy turystów blokowały chodniki do tego stopnia, że dzieci idące do szkoły były spychane na jezdnię. Rodzice zaczęli zgłaszać realne obawy o bezpieczeństwo swoich pociech.
To już nie była kwestia niewygody. To była ingerencja w codzienne życie miasta.
Burmistrz Fujiyoshidy, Shigeru Horiuchi, nie ukrywał emocji. W rozmowie z lokalnymi mediami podkreślał, że dla mieszkańców góra Fudżi to nie tylko atrakcja turystyczna, ale fundament tożsamości i sposób życia.
Jego zdaniem za piękną scenerią zaczęła kryć się rzeczywistość, w której zagrożone są spokój i godność lokalnej społeczności.

Trzy godziny czekania na jedno zdjęcie
Odwołanie festiwalu nie oznacza, że turyści znikną. Wręcz przeciwnie miasto spodziewa się, że w okresie kwitnienia wiśni i tak pojawią się tłumy. Park Arakurayama Sengen pozostaje przecież otwarty, a widok z tarasu widokowego nadal kusi.
Władze zapowiadają jednak, że dostęp do niego będzie ściślej kontrolowany. Już teraz mówi się o nawet trzygodzinnych kolejkach na wejście w najbardziej obleganych momentach dnia. Zatrudniono dodatkową ochronę, ustawiono przenośne toalety i rozpoczęto kampanię informacyjną skierowaną do turystów.
Przekaz jest jasny: korzystaj z transportu publicznego, nie wchodź na prywatne posesje, nie rób zdjęć ludziom i ich domom bez zgody, uszanuj fakt, że to nie jest park tematyczny, lecz realne miasto.
Fudżi jako symbol problemów całej Japonii
Historia odwołanego festiwalu sakury nie jest odosobniona. Góra Fudżi od lat zmaga się z konsekwencjami masowej turystyki.
Jako obiekt wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO przyciąga miliony odwiedzających rocznie, co przekłada się na problemy środowiskowe, zaśmiecanie i zagrożenia dla bezpieczeństwa.
Latem ubiegłego roku wprowadzono opłaty dla osób wchodzących na górę jedną z czterech głównych tras. W prefekturze Yamanashi ustalono opłatę w wysokości 4000 jenów oraz dzienny limit 4000 osób na najpopularniejszym szlaku Yoshida.
Oficjalnym celem było ułatwienie sprzątania i ochrona środowiska, ale nieoficjalnie chodziło też o schłodzenie turystycznego boomu.
Jeszcze bardziej kontrowersyjny był ruch władz miasta Fujikawaguchiko, które postawiły ogromne, czarne ogrodzenie zasłaniające widok na Fudżi.
Bariera o długości 20 metrów i wysokości 2,5 metra miała jeden cel: uniemożliwić robienie selfie w miejscu, gdzie regularnie dochodziło do niebezpiecznych zachowań, ignorowania świateł drogowych, wchodzenia na prywatne posesje i zaśmiecania okolicy.
Choć ogrodzenie ostatecznie zdemontowano, władze jasno zaznaczyły, że może wrócić, jeśli sytuacja znów wymknie się spod kontroli.
Co dalej z hanami pod Fudżi?
Odwołanie festiwalu kwitnącej wiśni to sygnał ostrzegawczy nie tylko dla turystów, ale też dla całej branży podróżniczej. Japonia coraz wyraźniej pokazuje, że nie chce być krajem „do odhaczenia”, tłem do zdjęć bez refleksji nad konsekwencjami.
Hanami wciąż będzie możliwe. Wiśnie zakwitną jak co roku. Fudżi nadal będzie majestatyczna. Ale coraz częściej to od podróżnych będzie zależało, czy Japonia pozostanie krajem otwartym, czy zacznie stawiać kolejne bariery – dosłownie i w przenośni.
Dla tych, którzy planują wiosenną podróż, to dobry moment, by zadać sobie pytanie: czy jadę po zdjęcie, czy po doświadczenie? Bo Japonia coraz częściej wybiera to drugie.
Chcesz coś polecić z własnego doświadczenia? Dołącz do nas na grupie!
Oszczędzaj na lotach, wydawaj na wspomnienia!
Przeszukujemy ponad 1000 dostawców lotów, aby znaleźć najlepszą cenę dla Ciebie
Wyszukaj lotNoclegi z polecenia. Poczuj się jak w domu, gdziekolwiek jesteś.
Odkryj wyjątkowe miejsca i gościnność polecane przez Polskich turystów.
Znajdź nocleg